Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jasin z miasteczka Opole. Mam przejechane 1575.57 kilometrów w tym 710.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.73 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jasin.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

1 / krótkie

Dystans całkowity:471.01 km (w terenie 222.00 km; 47.13%)
Czas w ruchu:30:16
Średnia prędkość:15.56 km/h
Maksymalna prędkość:62.00 km/h
Liczba aktywności:16
Średnio na aktywność:29.44 km i 1h 53m
Więcej statystyk
  • DST 41.35km
  • Teren 10.00km
  • Czas 02:24
  • VAVG 17.23km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pierwsza wycieczka w 2016

Wtorek, 5 kwietnia 2016 · dodano: 13.04.2016 | Komentarze 0

Pierwszy kurs na rowerku był do i z pracy. Po robocie nawet się nie przebierałem tylko rzuciłem torbę w kąt, wziąłem butelkę wody i pojechałem trochę się powłóczyć, bez planu. Na początku trochę się pokręciem po okolicznych polach, aż w końcu doszedłem do wniosku, że na inaugurację pierwszego w tym roku wyjścia na rower dobrze by było zrobić trasę z zestawu obowiązkowego. Oczywiście padło na Jezioro Turawskie przez Niwki. Na wałach słit focia i dalej przed siebie. Wróciłem do Niwek, ale już nie skręcałem w prawo do lasu w stronę Opola, a pojechałem prosto do Dębskiej Kuźni, później wzdłuż Chrząstawy na Chrząstowice, zahaczyłem o tartak w Suchym Borze, za którym skręciłem w kierunku Lędzin. Tam już jest gładka ścieżka rowerowa do Opola.

Trasa z mapką na Endomondo

PS. Mam ambitny plan przejechania na rowerze w tym roku 1000 km. Mam nadzieję, że się uda, choć to w sumie nie jest wiele. Będę trochę oszukiwał i doliczę sobie kursy dom-praca-dom ;)


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 43.90km
  • Teren 36.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 21.59km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do trzech razy sztuka

Piątek, 21 sierpnia 2015 · dodano: 23.08.2015 | Komentarze 0

1. W tym roku sezon rowerowy rozpoczęliśmy z Małgorztą w Dniu Kobiet krótką wycieczką do Brzezia gdzie zjedliśmy małą przekąskę i popstrykaliśmy zdjęcia sobie i elektrowni. W drodze powrotnej coś zaczęło się dziać. W Czarnowąsach przestał działać napęd, tak jakby zniknęły zapadki w bębenku. Zatrzymałem się, popatrzyłem, popukałem i zaczęło działać. Sytuacja powtórzyła się gdy wjechaliśmy na ścieżkę rowerową na rogatkach Opola. Tym razem pukać i stukać trzeba był trochę dłużej i mocniej. No, ale w końcu dojechaliśmy do domu i o sprawie zapomniałem.

2. Na początku lipca postanowiłem sprawdzić co sie dzieje z tylną piastą. W tym celu wybrałem sie na przejażdżkę dookoła Opola. Było wczesne popołudnie i upał, gdy wyruszyłem w drogę. Miałem zamiar kupić po coś do picia, ale że testy nie miały trwać długo to w końcu nie zahaczyłem o żaden sklep. Jak już miałem przejechane po tych polach 12km (włączyłem Endomondo) doszedłem do wniosku, źe z rowerem chyba wszystko jest w porządku i skręciłem w stronę miasta. Właśnie wtedy bębenek odmówił posłuszeństwa. Tym razem oglądanie, stukanie i pukanie zdało się na nic. Jak Szatan powie nie, to nic już się nie da zrobić. Nie miałem wyjścia i musiałem prowadzić rower do domu całą drogę w strasznym upale. Do Opola dotarłem jakiejś pótorej godziny poźniej od strony Turawa Park i w pierwszym sklepie z brzegu, w którym mieli cos do picia kupiłem półlitrową butelkę napoju i wypiłem ją na raz. Sprawę roweru zostawiłem na później.

3. Zmotywowany zbliżającym się wyjazdem w Bieszczady, którego program uwzględnia również rowerowe przejażdżki, postanowiłem wreszcie naprawić mój jednoślad. Nakupiłem trochę sprzętu i narzędzi, no i w końcu go naprawiłem. Padł mi bębenek w tylnej piaście, łańcuch i kaseta też już się prosiły o wymianę. W dwa wieczory spokojnie doprowadziłem go do stanu dobry+ wymieniając wadliwe i wyeksploatowane podzespoły oraz regulując te działające.

Jazda próbna miała być spokojnym sprawdzianem czy chińskie szprychy i obręcz nie popękają pod moim ciężkim tyłkiem i nie wygną sie w ósemkę. Jednak okazało się, że rowerowy głód jest większy niż mi sie wydawało i ruszyłem z kopyta w kierunku lasu za obwodnicą. Plan przewidywał przynajmniej 30km, wyszło prawie połowę więcej. Trasa nie była zbyt fantazyjna, w lesie pierwsza w lewo na Zawadę i jak już podjechałem pod wioskę skręciłem ostro w prawo. Dalej trasą, którą przejechać mogę z zamkniętymi oczami - prosto na Zbicko, tam za boiskiem w lewo i dalej cały czas prosto przez Niwki do Szczedrzyka. Tam zawróciłem i ruszyłem do domu dokładnie tą samą trasą.
Bardzo mi tego brakowało. Trochę tylko tyłek bolał, już sie widocznie odzwyczaił.




  • DST 25.00km
  • Czas 01:30
  • VAVG 16.67km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskidy 2013 - dzień 4

Poniedziałek, 19 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0

Czwarty dzień wyjazdu to rowerowy relaks na spokojnej trasie dookoła Jeziora Żywieckiego. Samochód zostawiliśmy w Żywcu w tym samym miejscu gdzie poprzednio i ruszyliśmy rowerkami na północ rozpoczynając rundę od zachodniej strony jeziora. Teren na przemian raz się wznosił, raz opadał. Podjazdy były, ale niezbyt długie, a zjazdy niezbyt szalone. Mniej więcej w połowie drogi minęliśmy zaporę. Zostaliśmy tam trochę dłużej, bo oprócz krótkiej sesji zdjęciowej i wcinania ciastek wypożyczyliśmy rowerek wodny i godzinkę pływaliśmy po wodzie. Wypoczęci ruszyliśmy dalej, na początku droga miała tendencje do wznoszenia, za to później już raczej tylko odpoczywaliśmy na zjazdach. Końcówka przypadła na ruchliwą 69kę, przy której znaleźliśmy cukiernię Orchidea - ponoć najlepsza w Żywcu. Jako, że Gosiula już w drodze do Żywca zaklepała wizytę w tym miejscu nie mogliśmy tam nie zajechać. Wszamaliśmy po dużym deserze lodowym, kawałku tortu i do tego na popicie kawę/herbatę. Nie dość, że smacznie to na dodatek ceny bardzo przyzwoite. Z cukierni do auta został nam kwadrans i do domu wracaliśmy z pełnymi brzuchami.

To była ostatnia wycieczka rowerowa po Beskidach podczas tego urlopu.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 10.00km
  • Czas 00:40
  • VAVG 15.00km/h
  • VMAX 62.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskidy 2013 - dzień 1

Piątek, 16 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0

Pora na główny punkt tegorocznego urlopu wakacyjnego - rowerowy wyjazd w Beskidy, a dokładniej do wesołej wioski o nazwie Roztropice, która to była naszą bazą wypadową. Sam wyjazd przesunął się o kilka godzin, bo Gosiuli poprzedniego wieczoru wyleciała plomba i trzeba było jeszcze przed wyjazdem załatać dziurę.
Na miejsce dojechaliśmy starym punciakiem, później jeździliśmy nim też na start "planowanych" szlaków. W samochód zapakowaliśmy się my, nasze rowery, bagaże i cała masa najróżniejszych klamotów. Po przyjeździe na początek rozpakowywanie, składanie rowerów i późny obiad. Potem pierwsza przejażdżka po okolicy. Ledwo wyjechaliśmy z domu i już padł pierwszy rekord prędkości. Licznik po raz pierwszy pokazał 62 km/h. No ale w końcu jesteśmy w górach i przy takich zjazdach nie ma się co dziwić, że rekord został szybko pobity.
Pierwszego dnia robimy rundkę krętymi uliczkami po okolicznych wsiach i zaliczamy pierwsze podjazdy.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 30.00km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 18.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Próba generalna

Środa, 31 lipca 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0

Ostatnio dużo nie jeździłem, a na pewno nie aż tak dużo jak w zeszłym roku czy dwa lata temu. Urlop miał być rowerowy więc trzeba było przygotować jednoślad do akcji. Z całej listy części do wymiany najpotrzebniejsza była opona na tył, bo w starej była po prostu kilkucentymetrowa przetarta dziura i linka tylnej przerzutki. Jedno i drugie szybko zakupiłem i wymieniłem choć miałem trochę szarpania z pancerzem linki. Na drugi raz wymierzę wszystko i poproszę by już w sklepie pocięli mi pancerz na odpowiednie odcinki. Przerzutkę wyregulowałem już w domu i poprawiłem tylko troszkę podczas jazdy testowej.
Sama trasa to okolice Opola w wersji raczej spacerowej. Chodziło tylko o wybadanie opony i poprawki przy regulacji przerzutki.
A właśnie, zakupiony sprzęt to linka z pancerzem JagWire i opona Continental Race King 26x2.2 w wersji na drucie.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 17.51km
  • Teren 10.00km
  • Czas 01:30
  • VAVG 11.67km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Obiad w Zbicku

Piątek, 23 marca 2012 · dodano: 27.03.2012 | Komentarze 0

W pracy jeszcze będąc wpadłem na pomysł zjedzenia obiadu pod chmurką. Wróciłem, szybko się wykąpałem i z przygotowanym już pakunkiem wyruszyliśmy z Gosiulą na pola. Za miejsce posiłku planowo przewidziałem wyspę Bolko, ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu tłuc się przez całe miasto w godzinach szczytu.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 34.25km
  • Teren 15.00km
  • Czas 03:10
  • VAVG 10.82km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozpoczęcie niezakończonego sezonu

Niedziela, 18 marca 2012 · dodano: 27.03.2012 | Komentarze 0

Mój sezon rowerowy trwa cały rok głównie dlatego, że codziennie robię jakieś 10km do i z pracy. Rocznie trochę się uzbiera. Bywało i tak, że napierałem na półmetrowe zaspy świeżego śniegu, czasami musiałem odpuścić i wybrać inną drogę. Półmetrowy śnieg nie jest jeszcze najgorszy. Przynajmniej ewentualne lądowanie jest miękkie. Najbardziej nie lubię jeździć po zamarzniętym błocie, jak porobią się baaardzo duże koleiny. Trzeba uważać, a 15km/5 to już za szybko.

No ale nie o tym. Za rozpoczęcie sezonu uważam pierwszą moją wycieczkę z Gosiulą. Pogoda dopisała i wybraliśmy się na przejażdżkę bardzo oklepaną trasą. Nie ma w sumie co to się rozpisywać. Było bardzo przyjemnie, jak to we dwoje.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 32.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 17.94km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śniadanie nad jeziorem

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · dodano: 27.08.2011 | Komentarze 0

Pomysłem na poniedziałkowy relaks było śniadanie nad jeziorem. Zabraliśmy zatem parówki, bułki, kawę i trochę gratów, w tym kuchenkę turystyczną. Nad jezioro dojechaliśmy standardową trasą przez Niwki. Znaleźliśmy nie najgorsze miejsce na wale gdzieś przed Kotorzem, potem ugotowaliśmy wodę, zrobiliśmy kawę, zagrzali parówki i w końcu wszystko zjedliśmy. Na koniec wszystko ładnie posprzątaliśmy i wróciliśmy tą samą drogą do domu. A Turawa, jak Turawa, dosyć zielono, ale nawet aż tak nie śmierdziało i dało się zjeść, hehe.
Piknik marzył się nam już od bardzo dawna i w sumie nie wiem dlaczego wcześniej na żaden nie pojechaliśmy. W końcu wystarczy zapakować trochę żarcia do torby i wyjechać gdzieś za miasto. Dobre chęci przychodzą łatwo, gorzej z realizacją planów. Chociaż nawet nie, bo jak już coś dobrze zaplanuję to prędzej czy później to zrealizuję.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 24.00km
  • Teren 14.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 14.40km/h
  • VMAX 60.50km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 4

Sobota, 6 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień czwarty: Podlesice - Myszków

Pogoda od rana, wbrew prognozom, była bardzo słoneczna. Dzień zaczął się bardzo leniwie i zanim pozbieraliśmy się, zjedliśmy śniadanie, zrobili zakupy na drogę, była już godzina 11ta. Pożegnaliśmy się ze szlakiem czerwonym i przywitaliśmy z czarnym, który to poprowadził nas, aż na dworzec w Myszkowie. Na początku jechało się przyjemnie, najpierw przez wieś później lasem. Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia szlaków (rowerowych zielonego i czarnego z zielony pieszym) drogę zaczęły tarasować zawalone drzewa. Ścieżka była całkowicie nieprzejezdna, musieliśmy kluczyć pomiędzy drzewami z rowerami załadowanymi ciężkimi sakwami co było dosyć trudne. Najgorsze było to, że na tym odcinku nie było żadnych oznaczeń szlaku. Nie wiedzieliśmy czy nadal jesteśmy na szlaku, czy może mamy nieaktualną mapę. Na szczęście Gosiula wypatrzyłą gdzieś znaki, a zawalone drzewa w końcu się skończyły. Później droga leciała wzdłuż torów i była w sumie nudna. W międzyczasie chmury zasłoniły słońce i można było w końcu odsapnąć od upałów. Jedyną atrakcją było pobicie prędkości na trasie, wcześniejszy wynik 58km/h poprawiłem na 60,5km/h. W Myszkowicach ledwo zdążyliśmy na pociąg, a późniejsza przesiadka w Gliwicach wyglądała podobnie. W Kędzierzynie-Koźlu pociąg był 5 minut opóźniony więc nie trzeba było lecieć po schodach na złamanie karku. W Opolu wysiedliśmy kwadrans przed 17tą.

Wrażenia z wycieczki jak najbardziej pozytywne. Brakowało mi rowerowego wyjazdu pod namiot. Jest praca i nie ma czasu na parotygodniową wyprawę rowerową w nieznane. Cieszy mnie to, że Gosiuli spodobało się biwakowanie pod namiotem.
Do plusów Jurajskiego Rowerowego Szlaku Orlich Gniazd zaliczyłbym przede wszystkim jego malowniczość. Jest też co zwiedzać, pod warunkiem, że nie boimy się zostawić roweru z sakwami przypiętego do drzewa czy innego słupa. Parę lat temu w Szwecji nie mieliśmy oporów do pozostawiania w mniejszych miejscowościach rowerów opartych o płot na parę godzin, w Polsce miałbym jednak pewne obawy czy jak wrócę to zastanę wszystko tak jak zostawiłem. Spory plus to nie najgorsza infrastruktura turystyczna w postaci gospodarstw "agroturystycznych". Na szlaku jest oczywiście wiele miejscowości, w których nie znajdziemy ani jednego pokoju do wynajęcia, ale jeżeli dobrze rozplanujemy drogę i siły to można wybierać w noclegowniach.
Minusy to przede wszystkim oznakowanie całej trasy. W lasach i na polach, poza pora wyjątkami, jest wystarczająco, a nawet dobrze. Jednak im bliżej cywilizacji tym znaki spotykamy coraz rzadziej i są one widocznie w orszym stanie. W centrach miast i miasteczek znaków nie spotkamy prawie w ogóle. Ogólnie wyprawa bardzo udana i żal było wracać, ale we wtorek w Trójmieście gra Ozzy, a to kolejna atrakcja wakacyjnego urlopu.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 46.00km
  • Teren 23.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 12.27km/h
  • VMAX 58.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 3

Piątek, 5 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień trzeci: Pilica - Podlesice

Po bikawowaniu na dziko poranna kawa smakowała o niebo lepiej. Mięliśmy zwinąć się szybko, ale się nie udało. Powli zwijałem obóż, a Gosiula wylegiwała się na słońcu. Ruszyliśmy w palącym słońcu w drogę na Smoleń nadrobić pętlę wokół Zegarowych Skał. Dalej szlak prowadził na Podzamcze. Gosiula zdążyła zaliczyć zimny prosznic w lokalnej "agroturystyce". Upał powoli stawał się nie do wytrzymania dlatego szybko uzupełniliśmy zapasy i skierowaliśmy się na Żerkowice i w końcu do Podlesić zaliczając po drodze kilka świetnych piaszczystych zjazdów. Podlesice nie wyglądały zbyt turystycznie, a zdarty asfalt i ostry piaszczysty podjazd męczył od samego patrzenia. Wiadomo było przynajmniej, że w noclegiem będzie ok, bo co drugi dom zapraszał wolnymi pokojami. Po drugiej stronie wioski znaleźliśmy jednak pole namiotowe z prawdziwego zdażenia, na którym to spędziliśmy noc. Miejsce zwie się "Ostaniec", doba kosztuje 10zł/os. plus 10zł kaucji zwracanych przy wymeldowaniu. W cenie mamy jeden prysznic na dobę, a dodatkowy 3zł. Jak się ładnie poprosi to płacić nie trzeba. W kempingowym barze robią smaczne i niedrogie obiady. Nawet mali koloniści nie byli uciążliwi, a ja ciężko znoszę obecność dużych grup małych dzieci. Ciche i spokojne miejsce które polecam.


Kategoria 1 / krótkie