Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2017, Luty1 - 0
- 2016, Kwiecień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2013, Sierpień4 - 0
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2012, Marzec2 - 0
- 2011, Wrzesień1 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec5 - 4
- 2011, Czerwiec4 - 0
- 2010, Sierpień1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec4 - 1
- DST 24.00km
- Teren 14.00km
- Czas 01:40
- VAVG 14.40km/h
- VMAX 60.50km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Jura - dzień 4
Sobota, 6 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0
Dzień czwarty: Podlesice - Myszków
Pogoda od rana, wbrew prognozom, była bardzo słoneczna. Dzień zaczął się bardzo leniwie i zanim pozbieraliśmy się, zjedliśmy śniadanie, zrobili zakupy na drogę, była już godzina 11ta. Pożegnaliśmy się ze szlakiem czerwonym i przywitaliśmy z czarnym, który to poprowadził nas, aż na dworzec w Myszkowie. Na początku jechało się przyjemnie, najpierw przez wieś później lasem. Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia szlaków (rowerowych zielonego i czarnego z zielony pieszym) drogę zaczęły tarasować zawalone drzewa. Ścieżka była całkowicie nieprzejezdna, musieliśmy kluczyć pomiędzy drzewami z rowerami załadowanymi ciężkimi sakwami co było dosyć trudne. Najgorsze było to, że na tym odcinku nie było żadnych oznaczeń szlaku. Nie wiedzieliśmy czy nadal jesteśmy na szlaku, czy może mamy nieaktualną mapę. Na szczęście Gosiula wypatrzyłą gdzieś znaki, a zawalone drzewa w końcu się skończyły. Później droga leciała wzdłuż torów i była w sumie nudna. W międzyczasie chmury zasłoniły słońce i można było w końcu odsapnąć od upałów. Jedyną atrakcją było pobicie prędkości na trasie, wcześniejszy wynik 58km/h poprawiłem na 60,5km/h. W Myszkowicach ledwo zdążyliśmy na pociąg, a późniejsza przesiadka w Gliwicach wyglądała podobnie. W Kędzierzynie-Koźlu pociąg był 5 minut opóźniony więc nie trzeba było lecieć po schodach na złamanie karku. W Opolu wysiedliśmy kwadrans przed 17tą.
Wrażenia z wycieczki jak najbardziej pozytywne. Brakowało mi rowerowego wyjazdu pod namiot. Jest praca i nie ma czasu na parotygodniową wyprawę rowerową w nieznane. Cieszy mnie to, że Gosiuli spodobało się biwakowanie pod namiotem.
Do plusów Jurajskiego Rowerowego Szlaku Orlich Gniazd zaliczyłbym przede wszystkim jego malowniczość. Jest też co zwiedzać, pod warunkiem, że nie boimy się zostawić roweru z sakwami przypiętego do drzewa czy innego słupa. Parę lat temu w Szwecji nie mieliśmy oporów do pozostawiania w mniejszych miejscowościach rowerów opartych o płot na parę godzin, w Polsce miałbym jednak pewne obawy czy jak wrócę to zastanę wszystko tak jak zostawiłem. Spory plus to nie najgorsza infrastruktura turystyczna w postaci gospodarstw "agroturystycznych". Na szlaku jest oczywiście wiele miejscowości, w których nie znajdziemy ani jednego pokoju do wynajęcia, ale jeżeli dobrze rozplanujemy drogę i siły to można wybierać w noclegowniach.
Minusy to przede wszystkim oznakowanie całej trasy. W lasach i na polach, poza pora wyjątkami, jest wystarczająco, a nawet dobrze. Jednak im bliżej cywilizacji tym znaki spotykamy coraz rzadziej i są one widocznie w orszym stanie. W centrach miast i miasteczek znaków nie spotkamy prawie w ogóle. Ogólnie wyprawa bardzo udana i żal było wracać, ale we wtorek w Trójmieście gra Ozzy, a to kolejna atrakcja wakacyjnego urlopu.

