Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jasin z miasteczka Opole. Mam przejechane 1575.57 kilometrów w tym 710.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.73 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jasin.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

2 / długie

Dystans całkowity:799.86 km (w terenie 411.00 km; 51.38%)
Czas w ruchu:48:08
Średnia prędkość:16.62 km/h
Maksymalna prędkość:74.00 km/h
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:61.53 km i 3h 42m
Więcej statystyk
  • DST 52.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 03:30
  • VAVG 14.86km/h
  • VMAX 74.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskidy 2013 - dzień 3

Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0

Trzeciego dnia beskidzkich wakacji ruszyliśmy na Wisłę. Tam zostawiliśmy auto i od razu ostro w górę przez Istebną na Jaworzynkę. Tam odbiliśmy na wschód na Laliki, a tam na północ wzdłuż drogi 69 i dalej na zachód 943ką. Za Koniakowem pojechaliśmy na północ bardzo fajnym i szybkim zjazdem. Dalej już tylko wioseczki i wyjechaliśmy gdzieś w Istebnej, potem już tylko na północ do Wisły gdzie zostawiliśmy auto.

Trzymaliśmy się głównie asfaltu, bo Gosiula postawiła warunek, że tym razem żadnych wertepów ma nie być. Zaliczyliśmy parę leśnych ścieżek, ale całkiem gładkich. To, że woziliśmy się po asfaltach wcale nie znaczy, że nie było ciężko. Pierwszy ostry podjazd na Przełęczy Kubalonka dał nam w kość, druga rzecz, że cały czas obok śmigały samochody. Drugi podjazd był zaraz za Jaworzynką, chyba najostrzejszy ze wszystkich zaliczonych tego dnia. Trzeci przed Ochodzitą, którą cały czas było widać z daleka. Jak później jeździliśmy gdzieś niżej to fajnie było popatrzeć w górę, że się tam wjechało na rowerze. Podjazdów było tego dnia co niemiara. I może poprzednia wycieczka było bardziej ekstremalna, to ta na pewno najbardziej męcząca.
Jak są podjazdy to są i zjazdy, które obok wspaniałych widoków są chyba najlepszą nagrodą za trud rowerowej wspinaczki. Rewelacyjne jest uczucie gdy na ostrym, krętym zjeździe dogania się na rowerze dwa ścigacze i jakby nie ruch z naprzeciwka to można by je wyprzedzić. A na dłuższych prostych można pokusić się o bicie rekordów. Tego dnia licznik przez chwilę pokazywał 74km/h i pewnie długo nie będzie więcej.


Kategoria 2 / długie


  • DST 55.00km
  • Teren 40.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 14.67km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Beskidy 2013 - dzień 2

Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0

Trasa drugiego dnia rozpoczyna się w Żywcu. Ruszamy na zachód, gdy dojeżdżamy do Lipowej robi się sielsko, dalej Twardorzeczka, Radziochowy, Przybędza. W Węgierskiej Górce robimy sobie chwilkę przerwy nad małą kamienistą plażą nad Sołą. Spoglądamy na mapę i okazuje się, że nasza krajoznawcza trasa dawno temu odbijała gdzieś na bok i w Węgierskiej Górce wcale nie powinniśmy się znaleźć. Postanawiamy ruszyć inną drogą co miało konsekwencję w postaci najbardziej hadrkorowej trasy rowerowej(?) jaką jechałem. Przejechawszy Cięcinę ruszyliśmy w końcu w góry, szlakiem rowerowym o kolorze innym na znakach, a innym na mapie. Robiło się co raz bardziej ostro, aż w końcu skręciliśmy z asfaltowej drogi w leśną ścieżkę i z Przełęczy Przegib zaczęliśmy długi atak na górę. Kilka pierwszych metrów trasa wyłożona była dziwnymi płytami, które szybko się skończyły i został jedynie bardzo ostry podjazd po dużych, luźnych kamieniach. Większość czasu wycieczki spędziliśmy właśnie tam walcząc z wertepami z przerwami na odpoczynek i zbieranie jeżyn. Momentami rowery trzeba było wprowadzać pod górę, bo o jeździe nie było mowy. Nie wiem dlaczego tą ścieżkę oznaczono jako rowerową, skoro ciężko się tam nawet szło. Wreszcie po długim boju zdobyliśmy Megurę na rowerach. Tam uzupełniliśmy kalorie i po krótkiej sesji foto ruszyliśmy dalej przez Halę Jackową aż pod Skałę. Tam zrobiło się jeszcze bardziej hardkorowo, bo w dół poprowadził nas szlak pieszy, a w zasadzie nie szlak a strome rumowisko. Rowery na dół sprowadziliśmy, choć ja nie darowałem sobie przyjemności przejchania części trasy po tych głazach. Siodełko poszło na maxa w dół i jakoś dało się nawet jechać, choć oczami wyobraźni widziałem jak przedni amortyzator składa się w pół ;) Niżej okazało się, że był tam też szlak rowerowy, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy oznakować go wcześniej na skrzyżowaniu. Później to już rewelacyjny zjazd przez Żabnicę do Węgierskiej Górki. Na dole Gosiula stwierdziła, że warto było się tyle męczyć, żeby tamtędy zjechać, a skoro ona tak powiedziała to znaczy, że rzeczywiście było warto. Do Żywca wracaliśmy przez Wieprz żeby nie dublować trasy.


Kategoria 2 / długie


  • DST 60.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 02:42
  • VAVG 22.22km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tym razem na tarczy

Sobota, 10 września 2011 · dodano: 14.09.2011 | Komentarze 0

Nie ma co się rozpisywać. Najmniej fajna wycieczka tego sezonu. Chciałem wyskoczyć na 1-2 godzinki na rower. Szybka jazda, zmęczyć cię, spocić i do domu. Akurat część mojej familii wcinała kiełbasy i popijała piwem na pikniku Krasiejowie. Ja się nie dałem naciągnąć, ale szybka przejażdżka tam i z powrotem była ciekawą opcją. Reszta to już historia. GPS twierdził, że jadę drogą której nie było, trzy wywrotki w tym jeden spektakularny OTB, pod Krasiejowem rozleciał się pedał, w Ozimku złapałem kapcia, a zapas jakimś cudem nie pasował, dokaturlałem się na flaku do Niwek skąd przyszło mi wrócić do domu na piechotę, nie licząc już czasu spaceru do wycieczkowej statystyki. Marność.




  • DST 53.80km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 15.44km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka na cztery głowy

Sobota, 27 sierpnia 2011 · dodano: 27.08.2011 | Komentarze 0

Wycieczka objazdowa po Opolszczyźnie. Bardzo fajna i piknikowa. Była nawet sałatka, którą zjedliśmy w parku w Kamieniu Śląskim. Jechaliśmy we czwórkę, pierwszy raz w składzie rozszerzonym o Gosiulę, która rower ma dopiero drugi miesiąc i trzeci raz w życiu przejechała więcej niż 50km.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Lidl, w którym nakupiliśmy kupę żarcia, które w nagrodę zjedliśmy na kolację.

Po niektórych ścieżkach rowery trzeba prowadzić. Dziwny kraj.

Dokładna trasa wycieczki.




  • DST 59.00km
  • Teren 39.00km
  • Czas 04:45
  • VAVG 12.42km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 2

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień drugi: Paczółtowice - Pilica

Po śniadaniu i spakowaniu wszystkich rzeczy dzień zaczęliśmy standardową przygodą, czyli wymianą dętki. Jak zacząłem pakować graty to wszystko było ok, jednak w pewnej chwili zeszło z koła powietrze i nie chciało wrócić. W drogę ruszyliśmy ok. 11 więc dosyć późno, ale najedzeni i wypoczęci. Jedziemy przez Racławice i Zawadę do Olkusza gdzie po zrobieniu zakupów ruszamy dalej kierując się na Krzywopłoty, gdzie planujemy drugi nocleg, tym razem pod namiotem. Jedzie się bardzo przyjemnie i szybko dojeżdżamy na kemping. Właścicielka jednak gdzieś pojechała i ma wrócić za godzinę albo dwie, nie chce mi się na nią czekać więc namawiam Gosię do dalszej drogi na nasteępne pole namiotowe, które znajduje się w Złożeńcu. Droga była dosyć ciężka, sporo podjazdów, króre porządnie męczyły. Na miejscu okazuje się, że rzeczone pole namiotowe to "agroturystyczne" wolne pokoje u sołtysa. Drugie miejsce, od którego radzę się trzymać z daleka. Nie wiem jak ktoś tak chamski jak sołtys tej wiochy może nawet próbować zarabiać na turystach. Półnagi, zawieszony na płocie, z kiepem w kąciku ust, pochłonięty rozmową ze "szwagrem", wypuścił chmurę dymu i poinformował, że wszystko zajęte. Scena jak z filmu Barei. Olewamy zagrodę sołtysa i ruszamy do Smolenia, gdzie ponoć można wynająć pokój. Przegapiamy nasz zjazd i przpadkiem kierujemy się prosto na Pilicę. Tam już ściemnia się na dobre i postanawiamy poszukać jakiejś łąki i na mniej rozbić obóż. Tu akurat mieliśmy szczęście, bo nadające się miejsce znaleźliśmy bardzo szybko tuż pod Pilicą. Rozbijamy obóz, pakujemy wszystkie graty do namiotu i zabezpieczamy rowery. Na kolację jemy chińskie zupki i trochę słodyczy.
Na niebie nie było ani jednej chmurki i więcej gwiazd widziałem tylko w Tatrach. Trochę nie dawały spać nocne odgłosy i węszące wokół namiotu wioskowe psy. Pierwsza noc Gosi pod namiotem, na dodatek na dziko przy lesie. No, ale koniec końców nikt nas z tamtąd nie przegonił, a rowery zastaliśmy rano tam gdzie je wieczorem zostawiliśmy. Fajna przygoda.


Kategoria 2 / długie


  • DST 50.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:50
  • VAVG 13.04km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 1

Środa, 3 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Jedna z trakcji tegorocznego urlopu wakacyjnego to wycieczka po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej po Szlaku Orlich Gniazd w wersji rowerowej. Jedziemy we dwójkę z Gosiulą gotowi na przygody. W sakwach namiot, śpiwory, mała kuchenka turystyczna, trochę ubrań i parę zupek chińskich. Pogoda zapowiada się nieźle, a nasz pociąg opóźniony jest tylko trochę.

Dzień pierwszy: Kraków - Paczółtowice

Zaczęliśmy od błotnistych podjazdów. Później zgubiliśmy szlak na zjazdach, co przy prędkości 50 km/h nie było trudne i musieliśmy zrobić mały objazd z Kleszczowa do Brzoskwini przez Aleksandrowice. Później już lekko poszło przez lasy, przez Rudno do Krzeszowic. Nie wiem dlaczego poprowadzono szlak przez środek tej mieściny. Nie dość, że rozkopana to jeszcze żadnych oznaczeń którędy jechać. W takich miejscach jak to najlepiej widać minusy Szlaku. Im większe miasto tym gorzej lub wogóle nieoznaczone i ciężej przez nie przejechać. Czasami co chwila trzeba było się zatrzymywać i zaglądać na mapę tracąc przy tym mnóstwo czasu. W Krzeszowicach kupiliśmy bagażnik do roweru Gosi. Gorąco odradzam zakupy w rupieciarni gwarnie zwanej sklepem rowerowym. Strasznie chamski sprzedawca nie znający się na swojej pracy i tyle. Po nerwówie z bagażnikiem pojechaliśmy dalej do Paczółtowic gdzie spędziliśmy pierwszą noc. Robiło się już późno i parę podjazdów przed wsią nieźle nas wymęczyło. Popytaliśmy miejscowych i okazało się, że na końcu wsi jest gospodarstwo agroturystyczne gdzie za 35zł/os. można wynająć pokój. Nie wiem czym się różni taka "agroturystyka" od normalnych "noclegów" czy "wolnych pokoi".


Kategoria 2 / długie


  • DST 80.00km
  • Teren 35.00km
  • Czas 04:55
  • VAVG 16.27km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Deszczowo

Niedziela, 31 lipca 2011 · dodano: 01.08.2011 | Komentarze 0

Tydzień temu miał być wypad do Lublińca, ale pogoda nie dopisała. Cały dzień porządnie lało. Przełożyliśmy wycieczkę na za tydzień. Nadszedł wreszcie ostatni dzień lipca i znowu pada. No, ale przynajmniej nie leje. Towarzystwo z racji pogody trochę się przerzedziło więc jechałem tylko z Kleszczem. On podobnie jak ja jest odporny na niesprzyjające warunki klimatyczne więc można było spokojnie jechać. Kierunek: Kolonowskie i Fosowskie. Ogólnie jechało się przyjemnie, obadałem nowe ścieżki, którymi jeszcze nie jechałem, które są oficjalnymi szlakami PTTK, i które niegdy nie widziały żadnych oznaczeń. Na szczęście dzięki memu towarzyszowi, który miał już je przećwiczone na własnej skórze, nie trzeba było błądzić po lasach.

Urlop zaczął się bardzo sympatycznie. W sobotę wypad na konie, niedziela rowerowa. W tygodniu pakujemy sakwy i jedziemy do Jury na Szlak Orlich Gniazd.

PS. Panie Szymonie, wiem że czasy ciężkie, ale na drugi raz zjedźcie coś przed wycieczką ;]


Dokładna trasa wycieczki.


Kategoria 2 / długie


  • DST 60.00km
  • Teren 15.00km
  • Czas 04:00
  • VAVG 15.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Problem z gpsies.com

Niedziela, 17 lipca 2011 · dodano: 17.07.2011 | Komentarze 4

Znowu wcięło mi całego posta. Chyba rzeczywiście trzeba je pisać w notatniku, a potem ctrl-c, ctrl-v i można dodawać wycieczkę. No, ale na posty typu "z pracy" i "do pracy" czasu powinno być akurat, by zdążyć przed wygaśnięciem sesji.

Rozwijając temat posta, gpsies.com nie potrafi poradzić sobie w dziurami w trasie. Widocznie zjawisko teleportacji tudzież przebycia części trasy pociągiem jest obca. Więcej pisać mi się nie chce, bo i w sumie po co.

Wiem, że tego nikt nie przeczyta, ale czy długość sesji przy dopisywaniu wycieczek mogłaby być dłuższa niż kuśka myszoskoczka? Zresztą, już mnie taka sytuacja raz porządnie wkurwiła. Stawiam czteropak dla "programisty", który poprawi skrypty bikestats, bo taka robota więcej warta nie jest.

Chyba dołączę rowerowe opisywanki do mojego własnego bloga. Ciekawe czy w wordpressie jest jakaś wtyczka licząca kilometry? Jak nie to chętnie przypomnę sobie php.

Mapa dzisiejszej wycieczki. Odcinek Zawadzkie-Chrząstowice (31km) pokonany Przewozami Regionalnymi.


Kategoria 2 / długie


  • DST 51.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:18
  • VAVG 15.45km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Testy Gianta

Sobota, 16 lipca 2011 · dodano: 17.07.2011 | Komentarze 0

Testy nowego roweru Gosiuli zakończone pozytywnie. Kilometraż miał być troszkę większy, ale rozłożony na prawie cały dzień. Wyszła 50tka, ale z jednym postojem 10-15 minut i paroma zatrzymaniami w celu rozmasowania pampersa. Zresztą to pierwsza taka długa trasa mej lubej. Trzeba jeszcze trochę potrenować. Są chęci, sprzęt i warunki więc tylko brać się za treningi.


Kategoria 2 / długie


  • DST 103.90km
  • Teren 50.00km
  • Czas 04:42
  • VAVG 22.11km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Setka złamana

Sobota, 25 czerwca 2011 · dodano: 25.06.2011 | Komentarze 0

Setka złamana. Całkiem niespodziewanie, bo miała być wycieczka na maksymalnie 3 godziny, a wyszło ponad 4 i pół, miało być najwyżej 60-65km, a wyszło ponad 100. W sumie to fajnie, ale co się nakląłem na trasie to tylko drzewa zapamiętają. Miejsca w których ustawiane/malowane są znaki na trasie wybiera chyba Totalizator Sportowy. Dzisiaj przekonałem się o jednym - jak się trzymasz znaków to zaraz zgubisz szlak, jak będziesz miał wyjebane to za Chiny z niego nie zjedziesz. A wycieczka, jak wycieczka - trzy razy padał deszcz, trzy razy zdążyłem wyschnąć.
W Mosznej udało mi się wjechać bez biletu pod zamek. Nie żebym się tym jakoś chwalił, bo i tak nie miałem czasu na zwiedzanie, czysty przypadek. Po prostu w trakcie szukania niebieskaiego szlaku trafiłem pod mauzoleum Tiele-Wincklerów i stamtąd od tyłu do parku zamkowego. Strzeliłem fotę badziewnym aparatem pod słońce i w drogę. W połowie trasy po krótkim, ale hardkorowym przejeździe przez jakieś nasiąknięte deszczem pola wyjechałem na drogę przy której znajdowała się cukiernia :D W ramach nagrody za przejechany kawałek kupiłem tiramisu (tak było napisane - 3/5), bardzo dobry sernik (5/5) i świetną kawę z mlekiem (5/5). Później już tylko 50km do domu. Po drodze zeszły mi trzy Pałerejdy plus słodkości w cukierni. W domu czekał w lodówce zimny Ciechan i małe pasta party :D

PS 1. Wycieczka zawiera bonusowy przejazd przez centrum w celu dowiezienia sweterka, bo się zrobiło zimno --"
PS 2. Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie zmienić kategorie. Krótkie <100 i długie >100.

Grilowisko gdzieś w połowie drogi pożarowej(?) nr 192.


Zamek w Mosznej.


Przez łąki i pola pędzi fasola.


Wszystkie drogi prowadzą do Szydłowa.


I jeszcze dokładna trasa wycieczki.