Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi jasin z miasteczka Opole. Mam przejechane 1575.57 kilometrów w tym 710.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.73 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy jasin.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2011

Dystans całkowity:264.80 km (w terenie 146.00 km; 55.14%)
Czas w ruchu:19:16
Średnia prędkość:13.74 km/h
Maksymalna prędkość:60.50 km/h
Liczba aktywności:6
Średnio na aktywność:44.13 km i 3h 12m
Więcej statystyk
  • DST 53.80km
  • Teren 20.00km
  • Czas 03:29
  • VAVG 15.44km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wycieczka na cztery głowy

Sobota, 27 sierpnia 2011 · dodano: 27.08.2011 | Komentarze 0

Wycieczka objazdowa po Opolszczyźnie. Bardzo fajna i piknikowa. Była nawet sałatka, którą zjedliśmy w parku w Kamieniu Śląskim. Jechaliśmy we czwórkę, pierwszy raz w składzie rozszerzonym o Gosiulę, która rower ma dopiero drugi miesiąc i trzeci raz w życiu przejechała więcej niż 50km.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Lidl, w którym nakupiliśmy kupę żarcia, które w nagrodę zjedliśmy na kolację.

Po niektórych ścieżkach rowery trzeba prowadzić. Dziwny kraj.

Dokładna trasa wycieczki.




  • DST 32.00km
  • Teren 20.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 17.94km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śniadanie nad jeziorem

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 · dodano: 27.08.2011 | Komentarze 0

Pomysłem na poniedziałkowy relaks było śniadanie nad jeziorem. Zabraliśmy zatem parówki, bułki, kawę i trochę gratów, w tym kuchenkę turystyczną. Nad jezioro dojechaliśmy standardową trasą przez Niwki. Znaleźliśmy nie najgorsze miejsce na wale gdzieś przed Kotorzem, potem ugotowaliśmy wodę, zrobiliśmy kawę, zagrzali parówki i w końcu wszystko zjedliśmy. Na koniec wszystko ładnie posprzątaliśmy i wróciliśmy tą samą drogą do domu. A Turawa, jak Turawa, dosyć zielono, ale nawet aż tak nie śmierdziało i dało się zjeść, hehe.
Piknik marzył się nam już od bardzo dawna i w sumie nie wiem dlaczego wcześniej na żaden nie pojechaliśmy. W końcu wystarczy zapakować trochę żarcia do torby i wyjechać gdzieś za miasto. Dobre chęci przychodzą łatwo, gorzej z realizacją planów. Chociaż nawet nie, bo jak już coś dobrze zaplanuję to prędzej czy później to zrealizuję.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 24.00km
  • Teren 14.00km
  • Czas 01:40
  • VAVG 14.40km/h
  • VMAX 60.50km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 4

Sobota, 6 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień czwarty: Podlesice - Myszków

Pogoda od rana, wbrew prognozom, była bardzo słoneczna. Dzień zaczął się bardzo leniwie i zanim pozbieraliśmy się, zjedliśmy śniadanie, zrobili zakupy na drogę, była już godzina 11ta. Pożegnaliśmy się ze szlakiem czerwonym i przywitaliśmy z czarnym, który to poprowadził nas, aż na dworzec w Myszkowie. Na początku jechało się przyjemnie, najpierw przez wieś później lasem. Gdy dojechaliśmy do rozwidlenia szlaków (rowerowych zielonego i czarnego z zielony pieszym) drogę zaczęły tarasować zawalone drzewa. Ścieżka była całkowicie nieprzejezdna, musieliśmy kluczyć pomiędzy drzewami z rowerami załadowanymi ciężkimi sakwami co było dosyć trudne. Najgorsze było to, że na tym odcinku nie było żadnych oznaczeń szlaku. Nie wiedzieliśmy czy nadal jesteśmy na szlaku, czy może mamy nieaktualną mapę. Na szczęście Gosiula wypatrzyłą gdzieś znaki, a zawalone drzewa w końcu się skończyły. Później droga leciała wzdłuż torów i była w sumie nudna. W międzyczasie chmury zasłoniły słońce i można było w końcu odsapnąć od upałów. Jedyną atrakcją było pobicie prędkości na trasie, wcześniejszy wynik 58km/h poprawiłem na 60,5km/h. W Myszkowicach ledwo zdążyliśmy na pociąg, a późniejsza przesiadka w Gliwicach wyglądała podobnie. W Kędzierzynie-Koźlu pociąg był 5 minut opóźniony więc nie trzeba było lecieć po schodach na złamanie karku. W Opolu wysiedliśmy kwadrans przed 17tą.

Wrażenia z wycieczki jak najbardziej pozytywne. Brakowało mi rowerowego wyjazdu pod namiot. Jest praca i nie ma czasu na parotygodniową wyprawę rowerową w nieznane. Cieszy mnie to, że Gosiuli spodobało się biwakowanie pod namiotem.
Do plusów Jurajskiego Rowerowego Szlaku Orlich Gniazd zaliczyłbym przede wszystkim jego malowniczość. Jest też co zwiedzać, pod warunkiem, że nie boimy się zostawić roweru z sakwami przypiętego do drzewa czy innego słupa. Parę lat temu w Szwecji nie mieliśmy oporów do pozostawiania w mniejszych miejscowościach rowerów opartych o płot na parę godzin, w Polsce miałbym jednak pewne obawy czy jak wrócę to zastanę wszystko tak jak zostawiłem. Spory plus to nie najgorsza infrastruktura turystyczna w postaci gospodarstw "agroturystycznych". Na szlaku jest oczywiście wiele miejscowości, w których nie znajdziemy ani jednego pokoju do wynajęcia, ale jeżeli dobrze rozplanujemy drogę i siły to można wybierać w noclegowniach.
Minusy to przede wszystkim oznakowanie całej trasy. W lasach i na polach, poza pora wyjątkami, jest wystarczająco, a nawet dobrze. Jednak im bliżej cywilizacji tym znaki spotykamy coraz rzadziej i są one widocznie w orszym stanie. W centrach miast i miasteczek znaków nie spotkamy prawie w ogóle. Ogólnie wyprawa bardzo udana i żal było wracać, ale we wtorek w Trójmieście gra Ozzy, a to kolejna atrakcja wakacyjnego urlopu.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 46.00km
  • Teren 23.00km
  • Czas 03:45
  • VAVG 12.27km/h
  • VMAX 58.00km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 3

Piątek, 5 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień trzeci: Pilica - Podlesice

Po bikawowaniu na dziko poranna kawa smakowała o niebo lepiej. Mięliśmy zwinąć się szybko, ale się nie udało. Powli zwijałem obóż, a Gosiula wylegiwała się na słońcu. Ruszyliśmy w palącym słońcu w drogę na Smoleń nadrobić pętlę wokół Zegarowych Skał. Dalej szlak prowadził na Podzamcze. Gosiula zdążyła zaliczyć zimny prosznic w lokalnej "agroturystyce". Upał powoli stawał się nie do wytrzymania dlatego szybko uzupełniliśmy zapasy i skierowaliśmy się na Żerkowice i w końcu do Podlesić zaliczając po drodze kilka świetnych piaszczystych zjazdów. Podlesice nie wyglądały zbyt turystycznie, a zdarty asfalt i ostry piaszczysty podjazd męczył od samego patrzenia. Wiadomo było przynajmniej, że w noclegiem będzie ok, bo co drugi dom zapraszał wolnymi pokojami. Po drugiej stronie wioski znaleźliśmy jednak pole namiotowe z prawdziwego zdażenia, na którym to spędziliśmy noc. Miejsce zwie się "Ostaniec", doba kosztuje 10zł/os. plus 10zł kaucji zwracanych przy wymeldowaniu. W cenie mamy jeden prysznic na dobę, a dodatkowy 3zł. Jak się ładnie poprosi to płacić nie trzeba. W kempingowym barze robią smaczne i niedrogie obiady. Nawet mali koloniści nie byli uciążliwi, a ja ciężko znoszę obecność dużych grup małych dzieci. Ciche i spokojne miejsce które polecam.


Kategoria 1 / krótkie


  • DST 59.00km
  • Teren 39.00km
  • Czas 04:45
  • VAVG 12.42km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 2

Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Dzień drugi: Paczółtowice - Pilica

Po śniadaniu i spakowaniu wszystkich rzeczy dzień zaczęliśmy standardową przygodą, czyli wymianą dętki. Jak zacząłem pakować graty to wszystko było ok, jednak w pewnej chwili zeszło z koła powietrze i nie chciało wrócić. W drogę ruszyliśmy ok. 11 więc dosyć późno, ale najedzeni i wypoczęci. Jedziemy przez Racławice i Zawadę do Olkusza gdzie po zrobieniu zakupów ruszamy dalej kierując się na Krzywopłoty, gdzie planujemy drugi nocleg, tym razem pod namiotem. Jedzie się bardzo przyjemnie i szybko dojeżdżamy na kemping. Właścicielka jednak gdzieś pojechała i ma wrócić za godzinę albo dwie, nie chce mi się na nią czekać więc namawiam Gosię do dalszej drogi na nasteępne pole namiotowe, które znajduje się w Złożeńcu. Droga była dosyć ciężka, sporo podjazdów, króre porządnie męczyły. Na miejscu okazuje się, że rzeczone pole namiotowe to "agroturystyczne" wolne pokoje u sołtysa. Drugie miejsce, od którego radzę się trzymać z daleka. Nie wiem jak ktoś tak chamski jak sołtys tej wiochy może nawet próbować zarabiać na turystach. Półnagi, zawieszony na płocie, z kiepem w kąciku ust, pochłonięty rozmową ze "szwagrem", wypuścił chmurę dymu i poinformował, że wszystko zajęte. Scena jak z filmu Barei. Olewamy zagrodę sołtysa i ruszamy do Smolenia, gdzie ponoć można wynająć pokój. Przegapiamy nasz zjazd i przpadkiem kierujemy się prosto na Pilicę. Tam już ściemnia się na dobre i postanawiamy poszukać jakiejś łąki i na mniej rozbić obóż. Tu akurat mieliśmy szczęście, bo nadające się miejsce znaleźliśmy bardzo szybko tuż pod Pilicą. Rozbijamy obóz, pakujemy wszystkie graty do namiotu i zabezpieczamy rowery. Na kolację jemy chińskie zupki i trochę słodyczy.
Na niebie nie było ani jednej chmurki i więcej gwiazd widziałem tylko w Tatrach. Trochę nie dawały spać nocne odgłosy i węszące wokół namiotu wioskowe psy. Pierwsza noc Gosi pod namiotem, na dodatek na dziko przy lesie. No, ale koniec końców nikt nas z tamtąd nie przegonił, a rowery zastaliśmy rano tam gdzie je wieczorem zostawiliśmy. Fajna przygoda.


Kategoria 2 / długie


  • DST 50.00km
  • Teren 30.00km
  • Czas 03:50
  • VAVG 13.04km/h
  • Sprzęt Unibike Evolution
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jura - dzień 1

Środa, 3 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0

Jedna z trakcji tegorocznego urlopu wakacyjnego to wycieczka po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej po Szlaku Orlich Gniazd w wersji rowerowej. Jedziemy we dwójkę z Gosiulą gotowi na przygody. W sakwach namiot, śpiwory, mała kuchenka turystyczna, trochę ubrań i parę zupek chińskich. Pogoda zapowiada się nieźle, a nasz pociąg opóźniony jest tylko trochę.

Dzień pierwszy: Kraków - Paczółtowice

Zaczęliśmy od błotnistych podjazdów. Później zgubiliśmy szlak na zjazdach, co przy prędkości 50 km/h nie było trudne i musieliśmy zrobić mały objazd z Kleszczowa do Brzoskwini przez Aleksandrowice. Później już lekko poszło przez lasy, przez Rudno do Krzeszowic. Nie wiem dlaczego poprowadzono szlak przez środek tej mieściny. Nie dość, że rozkopana to jeszcze żadnych oznaczeń którędy jechać. W takich miejscach jak to najlepiej widać minusy Szlaku. Im większe miasto tym gorzej lub wogóle nieoznaczone i ciężej przez nie przejechać. Czasami co chwila trzeba było się zatrzymywać i zaglądać na mapę tracąc przy tym mnóstwo czasu. W Krzeszowicach kupiliśmy bagażnik do roweru Gosi. Gorąco odradzam zakupy w rupieciarni gwarnie zwanej sklepem rowerowym. Strasznie chamski sprzedawca nie znający się na swojej pracy i tyle. Po nerwówie z bagażnikiem pojechaliśmy dalej do Paczółtowic gdzie spędziliśmy pierwszą noc. Robiło się już późno i parę podjazdów przed wsią nieźle nas wymęczyło. Popytaliśmy miejscowych i okazało się, że na końcu wsi jest gospodarstwo agroturystyczne gdzie za 35zł/os. można wynająć pokój. Nie wiem czym się różni taka "agroturystyka" od normalnych "noclegów" czy "wolnych pokoi".


Kategoria 2 / długie