Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2017, Luty1 - 0
- 2016, Kwiecień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2013, Sierpień4 - 0
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2012, Marzec2 - 0
- 2011, Wrzesień1 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec5 - 4
- 2011, Czerwiec4 - 0
- 2010, Sierpień1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec4 - 1
- DST 59.00km
- Teren 39.00km
- Czas 04:45
- VAVG 12.42km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Jura - dzień 2
Czwartek, 4 sierpnia 2011 · dodano: 07.08.2011 | Komentarze 0
Dzień drugi: Paczółtowice - Pilica
Po śniadaniu i spakowaniu wszystkich rzeczy dzień zaczęliśmy standardową przygodą, czyli wymianą dętki. Jak zacząłem pakować graty to wszystko było ok, jednak w pewnej chwili zeszło z koła powietrze i nie chciało wrócić. W drogę ruszyliśmy ok. 11 więc dosyć późno, ale najedzeni i wypoczęci. Jedziemy przez Racławice i Zawadę do Olkusza gdzie po zrobieniu zakupów ruszamy dalej kierując się na Krzywopłoty, gdzie planujemy drugi nocleg, tym razem pod namiotem. Jedzie się bardzo przyjemnie i szybko dojeżdżamy na kemping. Właścicielka jednak gdzieś pojechała i ma wrócić za godzinę albo dwie, nie chce mi się na nią czekać więc namawiam Gosię do dalszej drogi na nasteępne pole namiotowe, które znajduje się w Złożeńcu. Droga była dosyć ciężka, sporo podjazdów, króre porządnie męczyły. Na miejscu okazuje się, że rzeczone pole namiotowe to "agroturystyczne" wolne pokoje u sołtysa. Drugie miejsce, od którego radzę się trzymać z daleka. Nie wiem jak ktoś tak chamski jak sołtys tej wiochy może nawet próbować zarabiać na turystach. Półnagi, zawieszony na płocie, z kiepem w kąciku ust, pochłonięty rozmową ze "szwagrem", wypuścił chmurę dymu i poinformował, że wszystko zajęte. Scena jak z filmu Barei. Olewamy zagrodę sołtysa i ruszamy do Smolenia, gdzie ponoć można wynająć pokój. Przegapiamy nasz zjazd i przpadkiem kierujemy się prosto na Pilicę. Tam już ściemnia się na dobre i postanawiamy poszukać jakiejś łąki i na mniej rozbić obóż. Tu akurat mieliśmy szczęście, bo nadające się miejsce znaleźliśmy bardzo szybko tuż pod Pilicą. Rozbijamy obóz, pakujemy wszystkie graty do namiotu i zabezpieczamy rowery. Na kolację jemy chińskie zupki i trochę słodyczy.
Na niebie nie było ani jednej chmurki i więcej gwiazd widziałem tylko w Tatrach. Trochę nie dawały spać nocne odgłosy i węszące wokół namiotu wioskowe psy. Pierwsza noc Gosi pod namiotem, na dodatek na dziko przy lesie. No, ale koniec końców nikt nas z tamtąd nie przegonił, a rowery zastaliśmy rano tam gdzie je wieczorem zostawiliśmy. Fajna przygoda.

