Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2017, Luty1 - 0
- 2016, Kwiecień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2013, Sierpień4 - 0
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2012, Marzec2 - 0
- 2011, Wrzesień1 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec5 - 4
- 2011, Czerwiec4 - 0
- 2010, Sierpień1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec4 - 1
- DST 55.00km
- Teren 40.00km
- Czas 03:45
- VAVG 14.67km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Beskidy 2013 - dzień 2
Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Trasa drugiego dnia rozpoczyna się w Żywcu. Ruszamy na zachód, gdy dojeżdżamy do Lipowej robi się sielsko, dalej Twardorzeczka, Radziochowy, Przybędza. W Węgierskiej Górce robimy sobie chwilkę przerwy nad małą kamienistą plażą nad Sołą. Spoglądamy na mapę i okazuje się, że nasza krajoznawcza trasa dawno temu odbijała gdzieś na bok i w Węgierskiej Górce wcale nie powinniśmy się znaleźć. Postanawiamy ruszyć inną drogą co miało konsekwencję w postaci najbardziej hadrkorowej trasy rowerowej(?) jaką jechałem. Przejechawszy Cięcinę ruszyliśmy w końcu w góry, szlakiem rowerowym o kolorze innym na znakach, a innym na mapie. Robiło się co raz bardziej ostro, aż w końcu skręciliśmy z asfaltowej drogi w leśną ścieżkę i z Przełęczy Przegib zaczęliśmy długi atak na górę. Kilka pierwszych metrów trasa wyłożona była dziwnymi płytami, które szybko się skończyły i został jedynie bardzo ostry podjazd po dużych, luźnych kamieniach. Większość czasu wycieczki spędziliśmy właśnie tam walcząc z wertepami z przerwami na odpoczynek i zbieranie jeżyn. Momentami rowery trzeba było wprowadzać pod górę, bo o jeździe nie było mowy. Nie wiem dlaczego tą ścieżkę oznaczono jako rowerową, skoro ciężko się tam nawet szło. Wreszcie po długim boju zdobyliśmy Megurę na rowerach. Tam uzupełniliśmy kalorie i po krótkiej sesji foto ruszyliśmy dalej przez Halę Jackową aż pod Skałę. Tam zrobiło się jeszcze bardziej hardkorowo, bo w dół poprowadził nas szlak pieszy, a w zasadzie nie szlak a strome rumowisko. Rowery na dół sprowadziliśmy, choć ja nie darowałem sobie przyjemności przejchania części trasy po tych głazach. Siodełko poszło na maxa w dół i jakoś dało się nawet jechać, choć oczami wyobraźni widziałem jak przedni amortyzator składa się w pół ;) Niżej okazało się, że był tam też szlak rowerowy, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy oznakować go wcześniej na skrzyżowaniu. Później to już rewelacyjny zjazd przez Żabnicę do Węgierskiej Górki. Na dole Gosiula stwierdziła, że warto było się tyle męczyć, żeby tamtędy zjechać, a skoro ona tak powiedziała to znaczy, że rzeczywiście było warto. Do Żywca wracaliśmy przez Wieprz żeby nie dublować trasy.

