Info
Suma podjazdów to 0 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2017, Luty1 - 0
- 2016, Kwiecień1 - 0
- 2015, Sierpień1 - 0
- 2013, Sierpień4 - 0
- 2013, Lipiec1 - 0
- 2012, Marzec2 - 0
- 2011, Wrzesień1 - 0
- 2011, Sierpień6 - 0
- 2011, Lipiec5 - 4
- 2011, Czerwiec4 - 0
- 2010, Sierpień1 - 0
- 2010, Czerwiec2 - 1
- 2010, Luty2 - 0
- 2009, Sierpień6 - 0
- 2009, Lipiec4 - 1
- Aktywność Jazda na rowerze
Nowy rower
Niedziela, 26 lutego 2017 · dodano: 26.02.2017 | Komentarze 0
Kupiłem nowy rower. NS Bikes model Djambo w wersji 2 czyli budżetowej. Kupiłem go ze względu na bardzo fajną geometrię ramy.
Kurier DHL poleciał trochę w kulki i sam musiałem jechać do ich magazynu po pudło, które ledwo się zmieściło do mojej cytryny. No ale w końcu go wypakowałem i poskręcałem. Fajne zakończenie tłustego czwartku.
Na drugi dzień miałem go testować, ale żeby nie było zbyt pięknie i wesolo w piątek obudziłem się z zawalonymi zatokami, a z nosa cieknie mi do teraz. Zamiast pierwszych testów na polnych i leśnych ścieżkach musiałem zadowolić się krótką przejażdżką po osiedlu. Kurcze, nowoczesna geometria nowego roweru sprawia, że jedzie się na nim całkiem inaczej niż na poprzedniku, którego rama celowała raczej w XC.
Miałem nadzieję, że w sobotę poczuję się już lepiej i wyskoczę na pola chociaż na godzinkę. Na dodatek w nocy padal śnieg i za oknem było biało po horyzont. Za nowym rowerem rozglądałem sie całą zimę i naoglądałem się kupę zdjęć z zimowych jazd po górach i po płaskim, i sam się napaliłem na białe szaleństwo, zwłaszcza że plusowe opony same krzyczały "dawaj na śnieg". Niestety musiałem zostać w domu, wolę odpuścić kilka dni i potem już szaleć ile wlezie niż przejechać się godzinkę i pauzować z grypą od roweru ze dwa tygodnie.
Ja czekam i rower czeka na pierwszy wyjazd. Myślę, że w tygodniu będzie już na tyle dobrze, że będę mógł wypróbować nowy rower w terenie.
Stary Unibike czeka na wymianę amortyzatora, bo stary Suntour przestaje być amorem i bardziej przypomina już sztywny widelec. Chyba trzeba będzie ogarnać jakąś używkę z Allegro albo OLX, bo tani nowy amor pod koło 26" z pivotami na V-brejki są raczej marne szanse.
PS. Dlaczego dodając nowy rower nie ma NS Bikes na liście producentów?
- DST 41.35km
- Teren 10.00km
- Czas 02:24
- VAVG 17.23km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza wycieczka w 2016
Wtorek, 5 kwietnia 2016 · dodano: 13.04.2016 | Komentarze 0
Pierwszy kurs na rowerku był do i z pracy. Po robocie nawet się nie przebierałem tylko rzuciłem torbę w kąt, wziąłem butelkę wody i pojechałem trochę się powłóczyć, bez planu. Na początku trochę się pokręciem po okolicznych polach, aż w końcu doszedłem do wniosku, że na inaugurację pierwszego w tym roku wyjścia na rower dobrze by było zrobić trasę z zestawu obowiązkowego. Oczywiście padło na Jezioro Turawskie przez Niwki. Na wałach słit focia i dalej przed siebie. Wróciłem do Niwek, ale już nie skręcałem w prawo do lasu w stronę Opola, a pojechałem prosto do Dębskiej Kuźni, później wzdłuż Chrząstawy na Chrząstowice, zahaczyłem o tartak w Suchym Borze, za którym skręciłem w kierunku Lędzin. Tam już jest gładka ścieżka rowerowa do Opola.
Trasa z mapką na Endomondo
PS. Mam ambitny plan przejechania na rowerze w tym roku 1000 km. Mam nadzieję, że się uda, choć to w sumie nie jest wiele. Będę trochę oszukiwał i doliczę sobie kursy dom-praca-dom ;)
- DST 43.90km
- Teren 36.00km
- Czas 02:02
- VAVG 21.59km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Do trzech razy sztuka
Piątek, 21 sierpnia 2015 · dodano: 23.08.2015 | Komentarze 0
2. Na początku lipca postanowiłem sprawdzić co sie dzieje z tylną piastą. W tym celu wybrałem sie na przejażdżkę dookoła Opola. Było wczesne popołudnie i upał, gdy wyruszyłem w drogę. Miałem zamiar kupić po coś do picia, ale że testy nie miały trwać długo to w końcu nie zahaczyłem o żaden sklep. Jak już miałem przejechane po tych polach 12km (włączyłem Endomondo) doszedłem do wniosku, źe z rowerem chyba wszystko jest w porządku i skręciłem w stronę miasta. Właśnie wtedy bębenek odmówił posłuszeństwa. Tym razem oglądanie, stukanie i pukanie zdało się na nic. Jak Szatan powie nie, to nic już się nie da zrobić. Nie miałem wyjścia i musiałem prowadzić rower do domu całą drogę w strasznym upale. Do Opola dotarłem jakiejś pótorej godziny poźniej od strony Turawa Park i w pierwszym sklepie z brzegu, w którym mieli cos do picia kupiłem półlitrową butelkę napoju i wypiłem ją na raz. Sprawę roweru zostawiłem na później.
3. Zmotywowany zbliżającym się wyjazdem w Bieszczady, którego program uwzględnia również rowerowe przejażdżki, postanowiłem wreszcie naprawić mój jednoślad. Nakupiłem trochę sprzętu i narzędzi, no i w końcu go naprawiłem. Padł mi bębenek w tylnej piaście, łańcuch i kaseta też już się prosiły o wymianę. W dwa wieczory spokojnie doprowadziłem go do stanu dobry+ wymieniając wadliwe i wyeksploatowane podzespoły oraz regulując te działające.
Jazda próbna miała być spokojnym sprawdzianem czy chińskie szprychy i obręcz nie popękają pod moim ciężkim tyłkiem i nie wygną sie w ósemkę. Jednak okazało się, że rowerowy głód jest większy niż mi sie wydawało i ruszyłem z kopyta w kierunku lasu za obwodnicą. Plan przewidywał przynajmniej 30km, wyszło prawie połowę więcej. Trasa nie była zbyt fantazyjna, w lesie pierwsza w lewo na Zawadę i jak już podjechałem pod wioskę skręciłem ostro w prawo. Dalej trasą, którą przejechać mogę z zamkniętymi oczami - prosto na Zbicko, tam za boiskiem w lewo i dalej cały czas prosto przez Niwki do Szczedrzyka. Tam zawróciłem i ruszyłem do domu dokładnie tą samą trasą.
Bardzo mi tego brakowało. Trochę tylko tyłek bolał, już sie widocznie odzwyczaił.
- DST 25.00km
- Czas 01:30
- VAVG 16.67km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Beskidy 2013 - dzień 4
Poniedziałek, 19 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Czwarty dzień wyjazdu to rowerowy relaks na spokojnej trasie dookoła Jeziora Żywieckiego. Samochód zostawiliśmy w Żywcu w tym samym miejscu gdzie poprzednio i ruszyliśmy rowerkami na północ rozpoczynając rundę od zachodniej strony jeziora. Teren na przemian raz się wznosił, raz opadał. Podjazdy były, ale niezbyt długie, a zjazdy niezbyt szalone. Mniej więcej w połowie drogi minęliśmy zaporę. Zostaliśmy tam trochę dłużej, bo oprócz krótkiej sesji zdjęciowej i wcinania ciastek wypożyczyliśmy rowerek wodny i godzinkę pływaliśmy po wodzie. Wypoczęci ruszyliśmy dalej, na początku droga miała tendencje do wznoszenia, za to później już raczej tylko odpoczywaliśmy na zjazdach. Końcówka przypadła na ruchliwą 69kę, przy której znaleźliśmy cukiernię Orchidea - ponoć najlepsza w Żywcu. Jako, że Gosiula już w drodze do Żywca zaklepała wizytę w tym miejscu nie mogliśmy tam nie zajechać. Wszamaliśmy po dużym deserze lodowym, kawałku tortu i do tego na popicie kawę/herbatę. Nie dość, że smacznie to na dodatek ceny bardzo przyzwoite. Z cukierni do auta został nam kwadrans i do domu wracaliśmy z pełnymi brzuchami.
To była ostatnia wycieczka rowerowa po Beskidach podczas tego urlopu.
- DST 52.00km
- Teren 5.00km
- Czas 03:30
- VAVG 14.86km/h
- VMAX 74.00km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Beskidy 2013 - dzień 3
Niedziela, 18 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Trzeciego dnia beskidzkich wakacji ruszyliśmy na Wisłę. Tam zostawiliśmy auto i od razu ostro w górę przez Istebną na Jaworzynkę. Tam odbiliśmy na wschód na Laliki, a tam na północ wzdłuż drogi 69 i dalej na zachód 943ką. Za Koniakowem pojechaliśmy na północ bardzo fajnym i szybkim zjazdem. Dalej już tylko wioseczki i wyjechaliśmy gdzieś w Istebnej, potem już tylko na północ do Wisły gdzie zostawiliśmy auto.
Trzymaliśmy się głównie asfaltu, bo Gosiula postawiła warunek, że tym razem żadnych wertepów ma nie być. Zaliczyliśmy parę leśnych ścieżek, ale całkiem gładkich. To, że woziliśmy się po asfaltach wcale nie znaczy, że nie było ciężko. Pierwszy ostry podjazd na Przełęczy Kubalonka dał nam w kość, druga rzecz, że cały czas obok śmigały samochody. Drugi podjazd był zaraz za Jaworzynką, chyba najostrzejszy ze wszystkich zaliczonych tego dnia. Trzeci przed Ochodzitą, którą cały czas było widać z daleka. Jak później jeździliśmy gdzieś niżej to fajnie było popatrzeć w górę, że się tam wjechało na rowerze. Podjazdów było tego dnia co niemiara. I może poprzednia wycieczka było bardziej ekstremalna, to ta na pewno najbardziej męcząca.
Jak są podjazdy to są i zjazdy, które obok wspaniałych widoków są chyba najlepszą nagrodą za trud rowerowej wspinaczki. Rewelacyjne jest uczucie gdy na ostrym, krętym zjeździe dogania się na rowerze dwa ścigacze i jakby nie ruch z naprzeciwka to można by je wyprzedzić. A na dłuższych prostych można pokusić się o bicie rekordów. Tego dnia licznik przez chwilę pokazywał 74km/h i pewnie długo nie będzie więcej.
- DST 55.00km
- Teren 40.00km
- Czas 03:45
- VAVG 14.67km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Beskidy 2013 - dzień 2
Sobota, 17 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Trasa drugiego dnia rozpoczyna się w Żywcu. Ruszamy na zachód, gdy dojeżdżamy do Lipowej robi się sielsko, dalej Twardorzeczka, Radziochowy, Przybędza. W Węgierskiej Górce robimy sobie chwilkę przerwy nad małą kamienistą plażą nad Sołą. Spoglądamy na mapę i okazuje się, że nasza krajoznawcza trasa dawno temu odbijała gdzieś na bok i w Węgierskiej Górce wcale nie powinniśmy się znaleźć. Postanawiamy ruszyć inną drogą co miało konsekwencję w postaci najbardziej hadrkorowej trasy rowerowej(?) jaką jechałem. Przejechawszy Cięcinę ruszyliśmy w końcu w góry, szlakiem rowerowym o kolorze innym na znakach, a innym na mapie. Robiło się co raz bardziej ostro, aż w końcu skręciliśmy z asfaltowej drogi w leśną ścieżkę i z Przełęczy Przegib zaczęliśmy długi atak na górę. Kilka pierwszych metrów trasa wyłożona była dziwnymi płytami, które szybko się skończyły i został jedynie bardzo ostry podjazd po dużych, luźnych kamieniach. Większość czasu wycieczki spędziliśmy właśnie tam walcząc z wertepami z przerwami na odpoczynek i zbieranie jeżyn. Momentami rowery trzeba było wprowadzać pod górę, bo o jeździe nie było mowy. Nie wiem dlaczego tą ścieżkę oznaczono jako rowerową, skoro ciężko się tam nawet szło. Wreszcie po długim boju zdobyliśmy Megurę na rowerach. Tam uzupełniliśmy kalorie i po krótkiej sesji foto ruszyliśmy dalej przez Halę Jackową aż pod Skałę. Tam zrobiło się jeszcze bardziej hardkorowo, bo w dół poprowadził nas szlak pieszy, a w zasadzie nie szlak a strome rumowisko. Rowery na dół sprowadziliśmy, choć ja nie darowałem sobie przyjemności przejchania części trasy po tych głazach. Siodełko poszło na maxa w dół i jakoś dało się nawet jechać, choć oczami wyobraźni widziałem jak przedni amortyzator składa się w pół ;) Niżej okazało się, że był tam też szlak rowerowy, ale jakoś nikomu nie przyszło do głowy oznakować go wcześniej na skrzyżowaniu. Później to już rewelacyjny zjazd przez Żabnicę do Węgierskiej Górki. Na dole Gosiula stwierdziła, że warto było się tyle męczyć, żeby tamtędy zjechać, a skoro ona tak powiedziała to znaczy, że rzeczywiście było warto. Do Żywca wracaliśmy przez Wieprz żeby nie dublować trasy.
- DST 10.00km
- Czas 00:40
- VAVG 15.00km/h
- VMAX 62.00km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Beskidy 2013 - dzień 1
Piątek, 16 sierpnia 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Pora na główny punkt tegorocznego urlopu wakacyjnego - rowerowy wyjazd w Beskidy, a dokładniej do wesołej wioski o nazwie Roztropice, która to była naszą bazą wypadową. Sam wyjazd przesunął się o kilka godzin, bo Gosiuli poprzedniego wieczoru wyleciała plomba i trzeba było jeszcze przed wyjazdem załatać dziurę.
Na miejsce dojechaliśmy starym punciakiem, później jeździliśmy nim też na start "planowanych" szlaków. W samochód zapakowaliśmy się my, nasze rowery, bagaże i cała masa najróżniejszych klamotów. Po przyjeździe na początek rozpakowywanie, składanie rowerów i późny obiad. Potem pierwsza przejażdżka po okolicy. Ledwo wyjechaliśmy z domu i już padł pierwszy rekord prędkości. Licznik po raz pierwszy pokazał 62 km/h. No ale w końcu jesteśmy w górach i przy takich zjazdach nie ma się co dziwić, że rekord został szybko pobity.
Pierwszego dnia robimy rundkę krętymi uliczkami po okolicznych wsiach i zaliczamy pierwsze podjazdy.
- DST 30.00km
- Teren 10.00km
- Czas 01:40
- VAVG 18.00km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Próba generalna
Środa, 31 lipca 2013 · dodano: 21.08.2013 | Komentarze 0
Ostatnio dużo nie jeździłem, a na pewno nie aż tak dużo jak w zeszłym roku czy dwa lata temu. Urlop miał być rowerowy więc trzeba było przygotować jednoślad do akcji. Z całej listy części do wymiany najpotrzebniejsza była opona na tył, bo w starej była po prostu kilkucentymetrowa przetarta dziura i linka tylnej przerzutki. Jedno i drugie szybko zakupiłem i wymieniłem choć miałem trochę szarpania z pancerzem linki. Na drugi raz wymierzę wszystko i poproszę by już w sklepie pocięli mi pancerz na odpowiednie odcinki. Przerzutkę wyregulowałem już w domu i poprawiłem tylko troszkę podczas jazdy testowej.
Sama trasa to okolice Opola w wersji raczej spacerowej. Chodziło tylko o wybadanie opony i poprawki przy regulacji przerzutki.
A właśnie, zakupiony sprzęt to linka z pancerzem JagWire i opona Continental Race King 26x2.2 w wersji na drucie.
- DST 17.51km
- Teren 10.00km
- Czas 01:30
- VAVG 11.67km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Obiad w Zbicku
Piątek, 23 marca 2012 · dodano: 27.03.2012 | Komentarze 0
W pracy jeszcze będąc wpadłem na pomysł zjedzenia obiadu pod chmurką. Wróciłem, szybko się wykąpałem i z przygotowanym już pakunkiem wyruszyliśmy z Gosiulą na pola. Za miejsce posiłku planowo przewidziałem wyspę Bolko, ale doszedłem do wniosku, że nie ma sensu tłuc się przez całe miasto w godzinach szczytu.
- DST 34.25km
- Teren 15.00km
- Czas 03:10
- VAVG 10.82km/h
- Sprzęt Unibike Evolution
- Aktywność Jazda na rowerze
Rozpoczęcie niezakończonego sezonu
Niedziela, 18 marca 2012 · dodano: 27.03.2012 | Komentarze 0
Mój sezon rowerowy trwa cały rok głównie dlatego, że codziennie robię jakieś 10km do i z pracy. Rocznie trochę się uzbiera. Bywało i tak, że napierałem na półmetrowe zaspy świeżego śniegu, czasami musiałem odpuścić i wybrać inną drogę. Półmetrowy śnieg nie jest jeszcze najgorszy. Przynajmniej ewentualne lądowanie jest miękkie. Najbardziej nie lubię jeździć po zamarzniętym błocie, jak porobią się baaardzo duże koleiny. Trzeba uważać, a 15km/5 to już za szybko.
No ale nie o tym. Za rozpoczęcie sezonu uważam pierwszą moją wycieczkę z Gosiulą. Pogoda dopisała i wybraliśmy się na przejażdżkę bardzo oklepaną trasą. Nie ma w sumie co to się rozpisywać. Było bardzo przyjemnie, jak to we dwoje.

